moja ojczyzna sklada sie z lak, drzew i oczek morenowych
mozna sie tam dostac omijajac miasta, w ktorych zyja ludzie, ktorzy nasladuja bohaterow powiesci Jose Saramago
jesli juz wjechac do miasta, to o wschodzie slonca i wyjechac tuz po
kiedys mozna bylo isc do baru mlecznego na sniadanie
teraz nie mozna isc do baru mlecznego
cala moja ojczyzne mozna przejechac nie dotykajac kolami asfaltu
polne i lesne drogi poprowadza cie wszedzie, gdzie zechcesz
kaczence, zolcienie, sloneczniki
pamietamy przeciez, ze ten kolor byl pierwszym jaki pojawil sie na ziemi
nasladowal slonce
kiedys pilem wodke z przydroznym swiatkiem
na szutrowce jak sie do Swietej Lipy jedzie
opowiadalem mu o zyciu w miescie, o pieknych kobietach na nadmorskich bulwarach
wreszcie czytalem mu Lesmiana
Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne,
Ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne
I płot, co tyle desek w złe stracił godziny,
Że na trawę cień rzuca przejrzystej drabiny.
i tak zasnelismy
a ojczyna kolysala nas wiatrem i pohukiwaniem sow
rano utoczyla garniec miodu i przyniosla orzechow
to ogien na rozstaju rozpalilismy, aby krupnik nabral mocy
kiedy bylo gotowe zaprosilismy spracowane strachy na wroble
kiedy slonce sie przechylilo, ruszylem dalej
i tak przed zmierzchem ledwie dotarlem nad male jeziorko
od razu pomyslalem, ze ryb nalowie
a tu na lodce dziewczyna tesknie spiewa
ptaki zamilkly
i nastala wielka cisza
w
mozna sie tam dostac omijajac miasta, w ktorych zyja ludzie, ktorzy nasladuja bohaterow powiesci Jose Saramago
jesli juz wjechac do miasta, to o wschodzie slonca i wyjechac tuz po
kiedys mozna bylo isc do baru mlecznego na sniadanie
teraz nie mozna isc do baru mlecznego
cala moja ojczyzne mozna przejechac nie dotykajac kolami asfaltu
polne i lesne drogi poprowadza cie wszedzie, gdzie zechcesz
kaczence, zolcienie, sloneczniki
pamietamy przeciez, ze ten kolor byl pierwszym jaki pojawil sie na ziemi
nasladowal slonce
kiedys pilem wodke z przydroznym swiatkiem
na szutrowce jak sie do Swietej Lipy jedzie
opowiadalem mu o zyciu w miescie, o pieknych kobietach na nadmorskich bulwarach
wreszcie czytalem mu Lesmiana
Już czas ukochać w sadzie pustkowie bezdomne,
Ptaki niebem schorzałe i drzewa ułomne
I płot, co tyle desek w złe stracił godziny,
Że na trawę cień rzuca przejrzystej drabiny.
i tak zasnelismy
a ojczyna kolysala nas wiatrem i pohukiwaniem sow
rano utoczyla garniec miodu i przyniosla orzechow
to ogien na rozstaju rozpalilismy, aby krupnik nabral mocy
kiedy bylo gotowe zaprosilismy spracowane strachy na wroble
kiedy slonce sie przechylilo, ruszylem dalej
i tak przed zmierzchem ledwie dotarlem nad male jeziorko
od razu pomyslalem, ze ryb nalowie
a tu na lodce dziewczyna tesknie spiewa
ptaki zamilkly
i nastala wielka cisza
w

No hay comentarios:
Publicar un comentario