miércoles, 29 de julio de 2009

Maya, 28 July

Wicker Park
Jest taka noc jakich pelno na swiecie, co zowie się noc muzeow
Ale tutaj akurat around the coyotee
Bo tak se nazywala pierwsa galleria w tym dystrykcie, Coyotee
Taki maly festiwal sztuki, wszystkie galerie otwarte przez cala noc
Wstep wolny
Jakies przegryzki, wino
Ide z Ziggy, niby milo, ale nudno, bo Ziggy z każdym musi pogadac
Tak się promuje
Fajnie, ale troche mnie skreca od sentencji wyrzucanych jak z katjuszy
Mysle sobie, ze to swieto to nie tak, bo tak powinno być przez caly rok, a na jedna noc nie powinno się wpuszczac publiczności, obsługi, ochrony, no niech raz sobie pogadaja, poczuja się jak u siebie
Ale moja koncepcja nie przejdzie
Jest niszowa, niepraktyczna

W koncu Ziggy się gubi
A może ja się gubie
Wchodze do normalnej knajpy i kupuje kielich wina w ilości normalnej, a nie promocyjnej
Innymi slowy poczworne, bo to jest Illinois, a nie Napa Valley
Wloke się dalej, gwarno, kolorowo
Nieprzytomne ilości miernoty na sztalugach
Wchodze wreszcie do takiej malutkiej klatki, bez witryny na zewnatrz
Tylko czerwona latarnia
Pewnie pomyślałem, ze burdel ale to nie jest wazne
Schody waskie a krete jakbym był na Kazimierzu
Alchemia wejścia
Goraco, krople potu na czole, ale wloke się, choc wiadomo, ze to nie żadna galeria
Ale w koncu wspialem się na strych, a tu światło niebieskie, teatralnei kobieta przy stole
Jest i krzeslo dla mnie, które wskazuje zapraszjacym gestem
Siadam i pytam, gdzie jej obrazy, a ona, ze ja jestem jej obrazem,
Pieknie, mysle, metafizyka zaraz futryne wyrwie
Kobieta niezwyklej urody, wiec siadam, bo jednak takiego obrazu w calej dzielnicy nie zobacze
Mowi, ze mi powrozy i zada pytania i mam odpowiadac, a nie pytac
Potakuje glowa
Z daleka saczy się muzyka, cichutko, ale rozpoznaje
‘Starless and Bible Black”
Czy mógłbyś zyc bez slow
Chwile się zastanawiam mysl, ze można zyc bez wszystkiego: tylko nie bez zycia, wiec mógłbym
Nie wróżyła z kart, fusow, kryształowej kuli, reki
Tylko patrzyla mi w oczy
Będziesz słuchał milczenia i poznasz milczenie: to będzie trwalo dlugo, dłużej niż mógłbyś pomyśleć

No i to był koniec zabawy
Wziela mnie za reke i poszliśmy do kuchni
Tam stala butelka wodki w lodzie i dwa kieliszki
Lubisz najbardziej Stoliczna, powiedziala

Wtedy zacząłem się zastanawiac, bo we wróżby nie wierze
Ale ta Stoliczka
Nic jednak nie wyglowkowalem, ani wtedy w kuchni, ani potem nad ranem
Bo kto by słuchał Angielki: tak była piekna Angielka, choc urode miala raczej z Buenos
Ale akcent nie klamal

Nazajutrz pojechaliśmy razem nad jezioro, a potem odwiozlem ja na lotnisko
Metrem szybciej, no ale wiadomo, my Słowianie
Zadnej intymności, ale było zagrzebiscie, jak mowi poeta młodej fali

Pożegnaliśmy się i kiedy odchodzila, to jeszcze się odwróciła i powiedziala, glosno, bardzo glosno bo już uszla kawalek drogi:

Nie zapomnij o muzie, gdy bogowie milcza

Nawet nikt dziwnie nie spojrzał
Wszak mówiła po angielsku angielsku

Dzisiaj wiem
Była wrozka
Wiem tez, ze wróżbę można zrozumiec po czasie
Kiedy już spelniona

Nigdy wiecej jej nie spotkałem
Telefon zapisany na kopercie biletu nie odpowiadal, bo nie istniał

Ale wiem dokad poleciała
I na pewno się nie spóźniła

Dobranoc


w.

No hay comentarios:

Publicar un comentario