miércoles, 29 de julio de 2009

Father, 28 July

tak cichutko wyszperalem z szuflady
ale jak bylo, to krzycz
Mysle, ze zblizam się do konca swiata
Mgla, wieje wiatr, wysokie fale oceanu
Pachnie dzika roza
A przeciez dzika roza pachnie, kiedy ja rozgnieść w palcach
Wiem, bo zbierałem z babcia, gdy jeszcze swiat się nie koczyl
Można to było poznac na przykład po zapachu smazonych paczkow
Albo po dymie ze Sporta, którego Maniek gasil w kryształowej popielniczce
Albo po tym jak popielniczka pekla, kiedy rozpaliłem w niej ognisko
Swiat ewidentnie istniał, bo można było isc do komorki po kompot czereśniowy
Był bog bo chodzilo się na lekcje religii i tam było wyraznie mowione, ze bog jest
I to wszedzie i wszystko może
Te atrybuty uważaliśmy za przesadzone
Swiat istniał, bo naprzeciw szkoly, pod spożywczym można było kupic ołowiane żołnierzyki
Gdyby nie można było kupic olowianych żołnierzyków, to by znaczylo, ze nastąpił koniec swiata
No ale teraz koniec swiata zbliza się nieubłaganie
Ide przez wrzosowisko porośnięte jalowcami i mogloby się wydawac, ze to droga z Tupadly do Jastrzebiej Gory na przelaj
Ale nie, to nie jest ta droga
Na wysokim, skalistym, urwistym brzegu stoi kobieta w szarej sukni i czeka na mnie
Ma srebrzysto-granatowe wlosy , dlugie, bardzo dlugie
Teraz kiedy stoje przy niej już wiem
Teraz dobrze wiem
To nie jest koniec swiata, boz zadnego swiata nie było
Ona usmiecha się z pobłażaniem, ale delikatnie
Pytam ja: a jak poszedłem z Tomkiem na grochowke do baru mlecznego na Osiedlu Tysiąclecia, to tego tez nie było?
Tez nie – odpowiada
Słuchaj, to po co ja to wszystko robilem, co? Po co się smialem, plakalem, kochalem i tak dalej?
Nie wiem, tak chciałeś.
Masz papierosa? – pytam
Bez slowa wyjmuje papierosa z malego mieszka, który lezy u jej stop, zapala i podaje mi. Dobry. Prince.
Cholera, czyli papierosy były, tak?
Nie było, ale skoro prosisz, to cie czestuje.
Czy to znaczy, ze mogę cie o wszystko poprosic i ty spełnisz moje zyczenia?
Nie moge spełnić wszystkich twoich życzeń. Nie po to tutaj jestem.
No wiec po co? – bardzo dobry ten papieros.
Masz racje, ostatni smakuje tak jak pierwszy. Reszta jest bez znaczenia, zwykly głupi nalog.
A jednak, czyli był pierwszy papieros?
Nie pamiętam.
Niech to szlag. Co teraz będziemy robili?
Patrzy na mnie. Po raz pierwszy. Ma piekne oczy.
Ty tez masz piekne oczy, najpiękniejsze jakie widziałam.
To mile z twojej strony, ale powiedz, co będziemy teraz robili?
Teraz będziemy czekali az przyjedzie autobus i pojedziemy do smażalni w Jastrzębiej Gorze, gdzie twój tatus zamówił już trzy fladry na papierowych tackach, ogorki małosolne, świeżutki chleb i po kieliszku wodki.
Słuchaj, to jest fantastyczne,co mowisz, ale moj tatus nie zyje.
Odgarnia wlosy, które wiatr zarzucil jej na oczy. Teraz ona zapala papierosa i mowi tym swoim słodkim chociaz ciemnym glosem:
A co to ma do rzeczy? Ale jak nie chcesz jechac, to nie pojedziemy chociaz ja mam ochote, ale twoja wola.
Pewnie, ze chce, ale mówiłaś ze nie będziesz spełniała wszystkichmoich życzeń.
Bo nie będę. To nie bylo twoje zyczenie, ale moja propozycja. Chciałam ci zrobic niespodzianke.
Ewidentnie sytuacja mnie przerasta, ale nie mam czasu się zastanawiac bo podjeżdża stary jelcz. Wsiadamy. Kobieta kupuje dwa bilety u kierowcy. W autobusie jesteśmy jedynymi pasażerami. Siadamy z tylu, bo tam najwięcej miejsca na nogi. Ona tez jest wysoka.. Jest glosno i trzesie, ale fajnie. Dotyka delikatnie mojej reki:
Czy mogę oprzec glowe na twoim ramieniu? Jestem zmeczona, a droga jest dluga.
Zasypiamy przytuleni do siebie. Kiedy się obudze, zobaczejej wpółotwarte usta, kropelke sliny, która delikatnie scieram i slysze jej gleboki oddech pomio halasu silnika. Rzeczywscie musi być bardzo zmeczona. Zmierzcha. Zasypiam ponownie.

Nad ranem autobus zatrzymuje się w głębokim lesie. Droga szutrowa. Kierowca uśmiecha się do nas i mowi: Panie na prawo, panowie na lewo.

Jedziemy dalej. Caly czas las. Gesty. Ledwo slonce przeziera.
Daleko jeszcze?
Nie wiem.
Panie kierowco, daleko jeszcze?
Nie wiem. Ja tedy jade pierwszy raz.
No ladnie. Chciałem zapytac o mape, ale machnąłem reka, bo co mi to da skoro nie wiem, gdzie jestem.

Probuje jeszcze raz zadac podchwytliwe pytanie:
Czytałaś Mistrza i Małgorzatę?
Nie.
A jaka jest twoja ulubiona ksiazka?
Czytałam tylko jedna. Twoja. Podobala mi się. Bardzo mnie bawily fragmenty o Stockhardzie.
A jakis film? Widziałaś?
Oczywiście. Widziałam wszystkie filmy, które ty widziałeś i lubie najbardziej ten, który ty.
Czyli?
Jak to który? Aguirre, gniew bozy.
Nie dam rady z ta kobieta. Chociaz coraz bardziej ja lubie.

Autobus zatrzymuje się. Idziemy Pusty nadmorski bulwar.
Słuchaj, a jak ty masz na imie?
Nie mam imienia. Jesteśmy na miejscu.

Schodzimy po schodkach w dol. Na tarasie smażalni mój tatus, który widzac nas wstaje od stolika, na którym sa trzy porcje smazonej fladry, ogory małosolne, koszyczek z chlebem mazowieckim, sol, pieprz, serwetki. I mowi do nas uśmiechając się:

A już myślałem, ze będę musial czekac w nieskonczonosc

No hay comentarios:

Publicar un comentario