sábado, 10 de octubre de 2009

ULE

Dacie wiare? Byla polnoc, a niebo jasne. Pszczoly uwijaly sie wokol lipy. Styczen. Sniegu po kolana. Cos bylo nie tak.
Doszedlem w koncu do jakiejs chaty na uboczu, a oni tam jedli tak cieply chleb z pieca, z maslem i z konfitura poziomkowa. No to juz wiedzialem, ze Grodkow i u Ciotki Stasi jestem i zaraz przyjdzie Asia i pojdziemy na spacer. Ale nic z tego.

To bylo jakies zawieruszone Podlasie i jakas dziewczynka patrzyla na mnie spode lba. Ach, moze dlatego, ze dzinsy podarte i czerwony sweter. Czepia sie, mysle.

No to ja niby nic nie mowie, ale pytam grzecznie czy aby miodu moglbym nabyc. A ta z czarnymi wloskami mowi do mnie, zebym do spozywczego poszedl. Sama sobie idz. W przedszkolu to mi chleb miodem smarowali, wiec przestalem chodzic do przedszkola. Ale zachowalem sie, bo burak nie jestem. A jak ty dziecko masz na imie? Agnieszka, tez mi imie. Kazdy tak moze miec. Przez okno to nieznosne slonce, oslepiajace, patrze na zegar, polnoc.

Wszyscy przy tym stole jak na zdjeciu familijnym za bardzo doswietlonym, wrecz przeswietlonym. To poszedlem po rozum do glowy – bo jak mowilem – burak nie jestem. Ciocia Krysia mi tak mowila, a znala sie z ciocia Ewa z Lelewela, a to juz bylo blisko Guenthera Grassa, a ten chyba glupi nie byl, bo pisal takie madre ksiazki, ktorych nikt nie czytal. Zupelnie inaczej niz niejaki Coelho, ktory pisal glupie ksiazki, ktore wszyscy czytali. No to jak poszedlem po ten rozum, to od razu spostrzeglem, ze ja nigdzie nie jestem, ale na jakies zdjecie w albumie patrze. Ta Ciocia z Lelewela, Ciszewska jej bylo, to by mnie objechala, ale ja mowie i mowie, ze swoj rozum mam. Ten facet, ze zdjecia w koncu sie zreflektowal, wstal od stolu na fotografii i powiedzial, ze jest tata tej dziewczynki, co to mnie do spozywczego wyslala. No ii zabral mnie do ogrodu, a tam wszystko kwitnie, pszczoly pracuja, polnoc jak ta lala, slonce w zenicie. Walnelismy po jednym, zeby lody przelamac, bo przeciez zima i Podlasie. I on pyta czy ja chce miodu. Chcialem. To on na to, zebym wsadzil reke do ula i sobie nabral. Ja glupi nie jestem, wiec zrobilem jak kazal.

Pyszny ten miod byl. No, nie taki jak torcik babci Felci z zielonymi pomidorkami, ale pyszny. To zapytalem, kto on jest. Ale jego juz nie bylo, bo znowu wlazl do zdjecia. Przewrocilem kartke w albumie, a tam zlote ule. I nieskonczone pola poziomek.

No hay comentarios:

Publicar un comentario