Pozycz mi Twoich zlotych wlosow -
rzekl strach na wroble szczelniej okrywajacsie plaszczem.
Noc byla zimna,Tamten nawet nie podniosl glowy.
Ide na bal do lasu, a ze szczotka na glowie jakos nie uchodzi -
glos stracha byl mrukliwy.
Tamten ani drgnal, stal nieporuszony z wzrokiem wbitym w ziemie.
Sluchaj, tylko do rana - blagal strach - wroce to stane,
obok ciebie i bede ciebronil przed ptakami.
A na to odezwala sie sowa, ktora siedziala na pobliskim drzewie:
Zedrzyj mu wlosy. On nie zyje. Peklo mu serce.
Z milosci.
Strach zachichotal zerwal zlote wlosy i ruszyl w strone lasu.
Kiedy wracal rano,zobaczyl rozsypane ziarna i krwawiaca lodyge.
Ciekawe w kim taki mogl sie kochac?
- pomyslal, a zasypiajaca sowa glosno muodpowiedziala:
W gwiezdzie, strachu, w gwiezdzie, ktorej nigdy nie mogl zobaczyc.
sábado, 10 de octubre de 2009
Suscribirse a:
Enviar comentarios (Atom)

No hay comentarios:
Publicar un comentario