viernes, 16 de octubre de 2009

AGNIESZKA

Agnieszka

Agnieszka trafila na Podlasie. Bog tak chcial. Przywiozl ja tam taki
smutny aniol w przyciasnym garniturze. Po drodze prawie sie nie odzywal,
tylko czytal Biblie. To taka ksiazka o wszystkim i o niczym, zle
napisana z cieniutka fabula, ale z jakiegos powodu nalezy do lektur
obowiazkowych, wiec rzadko kto ja czyta, ale widac aniol mial moze
egzamin poprawkowy czy cos takiego. Przeciez wiadomo, ze co niedziele
faceci w czerni – w ten dzieni akurat tak smiesznie przyodziani –
czytaja po kawalku, bo dluzej sie nie da, a i tak unikaja tych starszych
historii, bo tam juz straszna poruta. No to co sie dziwic aniolowi.

Kiedy juz dotarli na miejsce, bylo nakryte do stolu, a tam pachnace
flaki i pierogi z kasza, ziemniakami i wedzonym boczkiem, grzybki
marynowane, kompocik sliwkowy, az wreszcie pyszna nalewka pachnaca
sadem. I aniol od razu sie rozweselil, poluzowal kolnierzyk,
opowiedzial, ze zna osobiscie swietego Mikolaja (klamal jak z nut, bo
swiety Mikolaj nie istnieje), mowil tez ze byl u Pana Boga na jednej
takiej imprezie, gdzie dwunastu starych facetow z jakiegos niewiadomego
sentymentu (juz teraz wiadomo dlaczego mial poprawke) jadlo pieczywko
i popijali cienkim winem. Mial tez byc syn Pana Boga, ale zadzwonil,
ze mu cos wypadlo, chyba stal w korku i chlapnal, ze tylko cud moglby
spowodowac, zeby byl na czas. Ta opowiesc byla raczej dretwa, ale potem
przeszedl do bardziej wesolych, a juz numer jak z pewna panna zjechal po
linie do Medjugorje i przestraszyli nieco bogu ducha winne dzieci, ale
potem pili dingac i tanczyli do bialego rana, a potem calowali sie na
lace, z ktorej przegnal ich miejscowy proboszcz, bo przyjechaly
spychacze i mial tam jakis kosciol budowac. To poszli do stodoly
i jeszcze przy stole ta stodola plonela.

Agnieszka nic z tego nie rozumiala, bo niby dlaczego na stole pierozki
i flaczki, a ona mleczko. To bylo denerwujace i juz byla gotowa zrobic
awanture, ale podszedl no niej taki strasznie mily facet, co to sie
przedstawil, ze niby tatus jest, poglaskal ja po glowie i powiedzial:
nic sie nie martw, kochanie, jeszcze bedziesz tanczyla na dachu i pila
takie cudne kompoty, nie martw sie, troszke cierpliwosci. Uwierzyla mu,
nie wiedziec czemu.

Minelo wiele lat i przyjechal ten aniol, co ja tutaj przywlokl. Wzial za
reke tego milego faceta i powiedzial, ze czas najwyzszy sie zabawic, ze
ma taka chatke, duzy sad, drzewa owocowe i pelna spizarnie, ze zdal juz
egzaminy i – co prawda – boga nie ma, ale do kosciola po drodze
wpadniemy, a potem pojdziemy w tango.
No i tak sie stalo. Amen.

No hay comentarios:

Publicar un comentario