"No własnie, tego Ci zazdroszczę, że w srodku złotej jesieni przejdziesz przezmur kwiatów na Plaza Francia i pijac wino z Mendozy będziesz chłonęła dzwięki i kolory, chlipanie tanga.
A ja wtedy będę siedział w ciemnym warsztacie Piazza del Teatro miarkujac wagę talentu i rozpalajac błędne ogniki."
- taki oto tekstwysłałem do swojej przyjaciółki, Polki mieszkajacej na Ibizie, aprzebywajacej wtedy w słodkim Buenos. U nas była pełnia lata, w Argentynie chyba jesień, która - tak zawsze sobie wyobrażałem - przechodzi niezauważalnie w słodka wiosnę.
Pisałem do Agnieszki wyobrażajac sobie, że w samo południe na słynnym placu, gdzie cienie Recolety gubia się w kielichach wina i kwiatów,zastyga w figurze Valentino, a strużka wilgoci spływajaca jej po plecach sprawia, że od tego czasu będzie się bała stracić cokolwiek.
Bowiem kto raz zapamiętał się w tangu, uczepił się życia i smierci. I pomiędzy nimi słychać jego kroki.
Nigdy nie widziałem Agnieszki. Łaczy nas sieć, czyli nic nas nie łaczy. Chyba,że uznać iż potoki słów, które sobie wzajemnie wylewamy sa "czyms". Być może gdybysmy byli samotni, gdybysmy byli outsiderami, to byłyby lekarstwem,ratunkiem, ale oboje żyjemy w otoczeniu mnóstwa osób, jestesmy pochłonięci swoimi pasjami, ledwo wystarcza nam czasu na sen.
Nie mamy czasu spotkać się z rodzina,napisać do przyjaciół, a do siebie piszemy długie listy, które nie maja nic wspólnego z rytmem romansu "Masz wiadomosć" lub serwisem randka.com jestes mężczyzna? Tak, te słowa mogłyby być czyms, gdybysmy wymieniali między soba rzetelne,rzemieslnicze zawodowe uwagi. Byłyby wtedy praktyczne i składały się na warsztat pracy. Wszak oboje jestesmy artystami.
Ale nie, nie to jest przedmiotem naszej korespondencji. Nie przesyłamy sobie również przepisów na specjały lokalnychkuchni, piszac o winie częsciej opisujemy jego smak niż wymieniamy etykiety, z rzadka dowiadujemy się, co czytamy (Agnieszka namiętnie zagłębia się w komiksie"Calvin & Hobbes", a ja koniecznie chcę jej przesłać "Zimę w Lizbonie" Alberto Munoza Moliny, ale miejscowe antykwariaty nie pozwalaja mi na ten gest).
ZdradzęWam, że zdrobnienie od imienia Agnieszka w moim wydaniu brzmi: Ishka, Whisky. I tak, naprzykład w ubiegły wtorek: "Droga Whisky, los rzucił mnie do Wiednia, gdzie zapach ulic pozwala wybaczyć szerzace się tutaj drobnomieszczaństwo..."
Agnieszka rzadko zwraca się do mnie po imieniu. Może trochę się wstydzi? Ta hipoteza jest niedorzeczna. Ewentualnie w rachubę wchodzi mój wiek, którego nie zna i nie wiem, czy potrafiłaby go ocenić według dostarczanych przeze mnie wiadomosci.
Wydaje mi się, że tak, ale nie mam pewnosci.
Pewnie chcielibyscie się dowiedzieć, ile lat ma Whisky?
No więc jest w wieku, w którym whisky, naprzykład Glenfiddich, kosztuje krocie, więcej niż macie teraz w kieszeni i najpewniej na koncie, skoro to czytacie.
Ale bedzie zaczynalo sie inaczej.
domingo, 11 de octubre de 2009
Suscribirse a:
Enviar comentarios (Atom)

No hay comentarios:
Publicar un comentario