domingo, 11 de octubre de 2009
CZTERY PORY ROKU
wstalem wczesnie slonce wpadalo przez rozbita szybe prosto do kuchnizmarzniety snieg iskrzyl sie wesolo za oknemnapalilem w piecuwzialem stara gazete, ukroilem pajde chleba i nalalem zimnej wodki do musztardowkiprzypomnialem sobie, ze w komorce sloik kiszonych ogorkow i mysliwska, to przynioslempo sniadaniu zapalilemmacedonski przedni, a jakzewtedy weszla Annawlosy rozpuszczone, w furmanskim kozuchu, oczy zalzawione od mrozuznowu pijesz, powiedziala jakby nie wiedziala, ze mowi sie dzien dobrydzien dobry, odpowiedzialem i nalalem wodki i sobie i jej, bo mialem dwie musztardowkizapytalem czy jadla sniadaniepokrecila glowa, wiec podalem jej na gazecie chleb, mysliwska i ogorki, bo wszystkiego jeszcze bylozjedz nie pij na czczopopatrzyla na mnie pogodnie i wypila pol szklankinie powinienes pic, powiedziala zagryzajac ogorkiem i napelniajac mi oprozniona juz musztardowkewypilemchodz pojdziemy do ogrodu i ulepimy balwanaa masz wegiel i marchewke, zapytalanie, ale sa jeszcze kasztany i szyszki z jesieniulepilismy balwanaslusznego wzrostu, siegalem mu do ramionposzedlem po flaszke, musztardowki i stara practikepstryknalem Anne z balwanem i polalemza duzo pijesz, powiedzial balwan, ale mnie mozesz tez nalacAnna oburzyla sie, bo ze niby balwany nie mowiabo nie ma o czym, odparowal balwan i wypilmusialem mu przyznac racje, bo o czym tu gadac, lepiej sie napictak jeszcze troche pocelebrowalismy az przyszla, niespodziewanie, wiosna, radosna oczywiscieAnna topniala w oczach az calkiem stopnialagdybys tyle nie pil, to ona by przezyla, a tak co, dopiekl balwana tak nic, idz po flaszkepowlokl sie do piwnicy i przynioslusiedlismy na lawie przy olchowym stoledosiadla sie wiosna, a piekna byla i wlosy miala zielone i oczy zielone i paznokcie pomalowane na zielono, tylko usta czerwonepilismy po marynarsku bo nie mialem trzeciej musztardowkilaki sie zazielenily i kaczence przyszly nad strumyk, ktory plynal z wolna oczywisciea potem jeszcze bzy i konwalie zniewolily nas zapachemprzynioslem z komorki paprykarz szczecinski i swiezego chleba, ktory sam sie upiekl w piecu chlebowyma chleb z czarnuszka byl i mial chrupiaca skorke, palce lizacjeszcze troche wypilismy i przyszlo latodosiadlo sie i mowi: goraco, kurwa, dajcie zimnej wodkiwiosna poprosila , zeby nie przeklinac, bo bzy wiednana co lato odparlo, ze ma w du... w nosie bzykultura, pomyslalemlato zapytalo, gdzie Anna, na co balwan, ze ja nie powinienenm pic, a wiosna przychodzic, to piekna Anna by tu z nami pila, a tak nic i nie ma o czym gadacto w milczeniu ogladalismy zdjecia, ktore lato zrobilo na wakacjachfajne, deszcz zziebnieci ludzie w ortalionach, puste plaze, naprawde fajneaz tu nagle zawialo i wszystki zdjecia porwaloacha, jesien idzie, powiedzialo latono i przyszla, oszalamiajaca uroda, rude wlosy, zloty makijaz, cala pachnaca sobamiala tez nalewke z glogu i pare musztardowek po sarepskieji od razu do mnie, ze musze sie z nia napic, a najlepiej jakbym sie jej oswiadczylto ja sie napilem i oswiadczylemzylismy dlugo i szczesliwie do zimy
Suscribirse a:
Enviar comentarios (Atom)

No hay comentarios:
Publicar un comentario