sábado, 10 de octubre de 2009

SUNFLOWER VI

Pewnego dnia, a bylo to w srodku lata,
slonecznik odwiedzil swojego sasiada-
O, madry mandarynie - powiada -
bardzo chcialbym miec kapelusz, najchetniej panski,
ale moglby tez byc wiesniaczy.
Ale co kogo pytam, to chce dwie garscie ryzu
albo yiuany, a ja nie mam nic, bo coz moge posiadac.

Mandaryn zastanawial sie i po chwili odrzekl:-
O, piekny sloneczniku, niewiele posiadasz,
wiec za kapelusz musialbys dacs woja glowe.
Uradowany slonecznik ucalowal mandaryna
w policzki i ruszyl do siebie, a kiedy przechodzil
obok niego wiesniak, zagadnal:
- Dobry czlowieku, chcialbym kupic Twoj kapelusz.
Wiesniak rozesmial sie i odrzekl:
- A co mi dasz za moj stary kapelusz?
- Dam Ci moja glowe.
Wiesniak przygladnal sie slonecznikowi i przyklasnal propozycji.
Kiedy pracowalna polu i slonce stanelo w zenicie,
nie znalazlszy cienia, cierpial od promieni.
Zmarl po trzech dniach razony udarem.
Kiedy mandaryn dowiedzial sie o tej historii,
zaparzyl sobie jasminowa herbate,siadl na progu
i caly dzien rozmyslal, jaki tez jest moral w tej historii.
A gdynadszedl zmrok wstal i powiedzial sam do siebie:
- Nie wszystkie historie maja moraly,
ale trzeba ich bardzo uwaznie sluchac.
Po czym zasnal i juz nigdy sie nie obudzil. dzien dobry
w.

tylko po co tam? no mniejsza, Irkado Ciebie, miejsce nie wazne bo to kosmopolita, Ciebie na moja dzialke naKsiezyc, bo Ty jestes kosmitka, a w miedzyczasie

No hay comentarios:

Publicar un comentario