W HOŁDZIE EKSPRESJONISTOM
Pytany o rozwagę odpowiadałem, że Los jest, albo go nie ma.
Pytany o dostojeństwo, wskazywałem na rozwagę.
Gdyby choć raz zapytano mnie o Los, zaleciłbym rozwagę i dostojeństwo.
Żyją w kamienicy, która mogłaby przytulić się do wzgórza Montmartre, ale naprawdę jest zawieszona pomiędzy niebem a ziemią. Są artystami, birbantami i kochają być. Jest jeszcze ktoś, kto mieszka na śmietniku. Żyją całe sto lat, cały wiek, zanim przyjdzie do nich Pani Śmierć. Zmagają się z egzystencjalizmem, marksizmem, głupotą i pragnieniem, czyli z całym tym zgiełkiem, który stanowi biografię duszy ostatniego wieku. Nie są ekspresjonistami. Nie w sensie wierności pewnemu stylowi sztuki, który wziął za mordę Egona Schiele i jemu podobnych. Są ekspresjonistami ducha. Krzyczą przez sen, a jawy od snu nie odróżniają.
Byli już wszystkim. Płakali, patrząc na wschód słońca, oglądany ze stopni Sacre Coeur. Pływali łódką po Sekwanie, w grudniową noc jechali pociągiem, który zatrzymywał się na stacji Skarżysko Kamienna, byli przesłuchiwani ze swoich rozmyślań. Śmiali się na Arbacie, rozrzucając żółte kwiaty, wątpili, gdy Bóg rozjeżdżał rozsądną lokomotywą naszych przyjaciół gdzieś pod Wiesbaden, współczuli, kiedy samotna postać szła przez korytarz śmierdzącej bramy i raz szlochała, a raz chichotała, bo zwątpienie i wiara nie chciały się zgodzić co do tego, czy być lub nie być.
Pewnie dlatego ktoś mógłby powiedzieć, że mogą być tylko cytatem.
Ale oni cytatem też już byli.
Więc rozważyli, wcale nie w spokoju, czym jeszcze być chcą.
I tak poukładamy sprawy, aby gwiazdy wróżyły nam przyszłość,
nie mającą sobie równej przyszłości.
Bo to my jesteśmy Lampartami .
I z naszych oczu przeziera dzikość, którą nazywamy wolnością.
jueves, 11 de octubre de 2007
Suscribirse a:
Enviar comentarios (Atom)

No hay comentarios:
Publicar un comentario