sábado, 13 de octubre de 2007

BARDZO KROTKIE OPOWIADANIE

By³o to bardzo, bardzo dawno temu. W czasach nie najgorszych i nie najlepszych,w krainie tak odleg³ej od wszystkiego, ¿e nawet lepiej nie mówiæ. W ma³ym zamkuwzniesionym na wzgórzu poro¶niêtym wrzosami i ja³owcami, nie do¶æ stromym, abyodstrasza³ naje¼d¼ców, za to w okolicy, która obfitowa³a w bagna, w±skie ¶cie¿kimiast traktów, strzygi w miejsce przyjaznych duchów, ¿y³a sobie ksiê¿niczka owdziêcznym imieniu Leila. Nie wielu mia³a poddanych, s³u¿by jak na lekarstwo,¿adnych wreszcie wp³ywów. Ale by³a m³oda i piêkna i tak wykszta³cona, ¿e niewytrzyma³aby tego ¿adna bajka. Gdy minê³o jej dwadzie¶cia wiosen, zna³a ju¿wiêkszo¶æ pism Arystotelesa, rozprawy doktorów Ko¶cio³a, listy co bardziejzepsutych Rzymian i odpowiedzi tych, którzy uchodzili za moralistów. A nadtotraktaty praktycznych Arabów i rojenia szalonych Persów. W innych czasach i winnym miejscu mog³aby do¶wiadczyæ tego, co by³o udzia³em Kleopatry. Nie od rzeczy bêdzie dodaæ, ¿e wszystko, co wyczyta³a w swojej zimnej kamiennejkomnacie, nie pochodzi³o ani z cudem ocalonych aleksandryjskich zbiorów, ani zo¶wieconej uczelni ciemnej Europy. Ot, przypadek. W czasach, które poprzedza³yjej dawne czasy, pewien ¯yd przywióz³ owe ksiêgi i odda³ je naonczas panuj±cemuprotopla¶cie Leili za dwa wory m±ki, trzy buk³aki wina i cztery funty suszonegomiêsa. By³o to w porze wielkiego nieurodzaju, w jednym z tych sezonów, gdyzapisana mowa Sokratesa jest mniej warta od mlaskania, gdy jego przedmiotem jestudziec. Nawet gdy nie do¶æ posolony. Ale ksiê¿niczka by³a tylko ksiê¿niczk±, wiêc brakowa³o jej ¿yciowej m±dro¶ci iksiêcia, który spe³nia³by niektóre z postulatów zawartych w PoetyceArystotelesa, choæ sam móg³by byæ do¶æ roztargniony, aby pomin±æ w swojejedukacji staro¿ytnych. A poniewa¿ nawet krótk± opowie¶ci± rz±dz± prawa fabu³y,Leila czeka³a na niego d³ugo. Zimowe wieczory skraca³y jej legendy o rycerzachOkr±g³ego Sto³u i weso³e iskry strzelaj±ce z kominka. Letnie popo³udniawype³nia³y jej bez reszty przechadzki w¶ród ja³owców i coraz smutniejszespojrzenia w stronê lasów i bagien. Z czasem i tego zaprzesta³a znajduj±cupodobanie w obcowaniu z okoliczn± gawiedzi±. A ludzie, wiadomo, du¿o gadaj±. Kto¶ móg³by pomy¶leæ, ¿e ta romantyczna chuæ podretuszowana ¶redniowieczn± mg³±³amie szczeble feudalnej drabiny. By³by to jednak karygodny b³±d! Otó¿ Leila mado¶æ wdziêku i jednakowo¿ praktycznego pomy¶lunku, ¿e jej wzglêdny komfort, jakk±piel w ciep³ej wodzie z wonno¶ciami czy jajka na miêkko podawane do ³ó¿ka,zale¿± od danin i podatków. Spoufalenie z mot³ochem wy¿ej wspomnianemu nies³u¿y. Wystarczy jednak w dzieñ targowy lichy przyodziewek, opoñcza z kapturemprzys³aniaj±ca oczy i potargane w³osy przys³aniaj±ce rysy twarzy, któreniechybnie by j± zdradzi³y. Rzecz, w razie czego, bezpieczna bowiem ksiê¿niczkaLeila nie mia³a zaciek³ych wrogów, a wasale i poddani s³yszeli od nielicznychpodró¿uj±cych kupców, ¿e ich kraina mo¿e uchodziæ za raj. Nie trapi³y j± aniwojny, ani rabusiów nie by³o zbyt wielu, hordy wilków trzyma³y siê z dala, azjawy i upiory w tej okolicy by³y leniwe i dawa³y siê we znaki od przypadku doprzypadku. Do k³opotliwych wyj±tków nale¿a³y bagienne strzygi. Te lubi³y uwodziæm³odzieñców zbieraj±cych torf do okadzania destylatu wody ¿ycia. Nie jeden znich da³ siê uwie¶æ, a wtedy jego mi³osne uniesienie pogr±¿a³o siê w bagnistejtoni. Ale i tak czym to by³o wobec paryskich lupanarów, gdzie syfilis by³ takpowszechny jak tutejsze wyciskanie pryszczy. Trêdowatych i smoków w ogóle tu niewidywano. Wiêc nie by³o to miejsce ani dla b³êdnych ani bezb³êdnych rycerzy. Có¿ dopieromówiæ o ksi±¿êtach szukaj±cych s³awy lub o pos³añcach w dynastycznej misji. Raztylko trafi³a tutaj znaczna lafirynda w pokutnej podró¿y. Po dwóch miesi±cachbiedaczka umar³a ze zgryzoty. A dok³adniej zagryz³ j± sfrustrowany wilko³ak.Wkrótce i jego los pokara³. Znaczy siê, zamiast zió³ na trypra najad³ siê miêtypieprzowej i rumianku. Diagnoza w tych czasach opiera³a siê w g³ównej mierze naintuicji. Wobec tego wszystkiego, gdy Leila w pewien styczniowy poranek zas³ysza³a owró¿ce zamieszkuj±cej w dziupli na pó³nocny zachód od zamku, w lesie sosnowym onie najgorszej renomie, a jednak rzadko odwiedzanym, niezw³ocznie, czyli pozmroku, uda³a siê tam bez ¿adnego towarzystwa nie licz±c chabety, która by³a jejdum±. Bo trzeba wiedzieæ, ¿e je¼d¼cy tej krainy zwykli pêdziæ na os³ach lubpieszo. Noc by³a mro¼na. Oszronione ig³y sosen. Bezwietrznie. Ksiê¿yc w pe³ni.Oby³a siê bez pochodni. Po jakich¶ stu paciorkach nie odmawianych przez nikogo,znalaz³a siê u celu swej wyprawy. Wró¿ka siedzia³a na powalonym pniu. Jej rudawew³osy sp³ywa³y po sukni utkanej z mchu przetykanego kor±. Na jej kolanachspoczywa³ pó³misek wype³niony srebrzystymi szyszkami, które starannie ogryza³aco raz spluwaj±c nie dbaj±c o ró¿ê wiatrów. Noc, jak ju¿ powiedziano, by³aniezwykle pogodna. Zobaczywszy ksiê¿niczkê wró¿ka sarknê³a i wydoby³a niewiadomo sk±d tytoñ. ¯u³a g³o¶no i nadal spluwa³a. Leila o¶mieliwszy siê,zapyta³a: - Czy jeste¶ wró¿k±? - Jestem, jestem. - odpowiedzia³a opryskliwie. - Bogiem a prawd± my¶la³am, ¿e wró¿ki s± piêkne i eteryczne - zagai³a Leila,która nigdy nie mia³a do czynienia z protoko³em dyplomatycznym. - O Bogu rozmawiaj ze spowiednikiem. O prawdzie ze scholastykiem, je¶li takiegoznajdziesz w okolicy. A co do wró¿ek, to ró¿nie bywa. - tu g³o¶no prze³knê³a¶linê i beknê³a cicho - Chyba. A có¿ ciê, dziecino, do mnie sprowadza? - Ludzkie gadanie. Powiadaj±, ¿e znasz przysz³o¶æ. Prawda to? - Przysz³o¶æ znam nie najgorzej. A co do prawdy, to zale¿y od zap³aty. Nieinteresuj± mnie uniwersalia. - teraz strzyknê³a ¶lina na odleg³o¶æ tak znaczn±,¿e uwiarygodni³aby nie jednego czarownika. - Chcê wiedzieæ, czy bêdzie kto¶ w moim ¿yciu, kogo pokocham. Jakiej chceszzap³aty? Na takie dictum wró¿ka przewróci³a oczami, podrapa³a siê pod lew± pach± izasiad³a okrakiem na pniu. Po czym odpar³a zmienionym g³osem przypominaj±cymrechot ¿aby: - Du¿o nie chcê. Trzy noce w twojej komnacie z ukochan± przez ciebie osob±.Nadto k±piel w gor±cej w wodzie z pachnid³ami, jedno posiedzenie z twoimspowiednikiem i twojego rumaka. Dobijamy targu? - jej oczy zrobi³y siê okr±g³ejak tarcza ksiê¿yca, przy czym niewinne. - Cena jest wysoka. Chcia³abym zachowaæ rumaka. - trudno powiedzieæ, czy by³ totalent do negocjacji, czy desperacja. - Masz talent do negocjacji. Zachowaj rumaka. - wró¿ka odpar³a bez namys³u. - Wiêc zgoda. Kto to bêdzie i kiedy? - Nie ¶piesz siê, dziecko. Muszê zapytaæ ksiê¿yca. - tu splunê³a w niebo, którezasnu³o siê chmurami. Zacz±³ padaæ pomarañczowy ¶nieg. Powia³ wiatr z po³udnia.Gwiazdy zmieni³y konstelacje. - Ju¿ gotowe. Wszystko jasne. - Có¿ wiêc? - zapyta³y o¶nie¿one usta Leili. Niecierpliwe i spierzchniête. - Wiêc jest to osoba, któr± widujesz codziennie. Nad wyraz urodziwa. Co tamurodziwa? Diablo piêkna! - Niemo¿liwe! K³amiesz! Nie znam kogo¶ takiego! - Znasz i owszem. Nie min± trzy miesi±ce, a bêdzie twoja! A moja bêdziezap³ata.... W ¶nie¿nej zamieci Leila z trudem odnalaz³a drogê do zamku. Dobry tydzieñ le¿a³aw ³o¿u z gor±czk±. Nocami bredzi³a i krzycza³a, za dnia pojona bulionem ze¶wiñskich ogonów i kogucich grzebieni, odzyskiwa³a przytomno¶æ. W koñcuodzyska³a j± na dobre. A by³ to dzieñ, gdy do jej zamku przyby³ kupiec zdalekiej Wenecji. Odda³a mu wiêkszo¶æ swoich ksi±g w zamian za ingrediencje,które nosi³y miano afrodyzjaków. Niestety. By³ oszustem. Dwa wozy nie¶wie¿ych krewetek, homarów i przesuszonychtoskañskich zió³ posz³y z dymem. Ale sprawiedliwo¶æ nie spa³a. Chocia¿ lepiejpowiedzieæ, ozdrowia³a. Oszusta przygniot³a zbyt szybko opuszczona krata wpo³udniowej bramie. Leila naprawdê dochodzi³a do zdrowia. Odt±d uwa¿nie patrzy³a na wszystkie twarze, które widywa³a ka¿dego dnia. I takrozkaza³a trefnisiowi, aby zdj±³ czapeczkê z dzwoneczkami i star³a z niegowarstwê pudru. Ukaza³ siê jej smutny pysk bez wyrazu, ¿a³osny jak wszystkie jego¿arty. Leila wrêczy³a mu dukata i rozkaza³a, aby poszed³ w diab³y. Jedna zkronik odnajduje go piêæ lat pó¼niej u boku pewnego hiszpañskiego rycerza.Stanowi± dobran± parê. Na szlaku do Santiago de Compostella po¿era ich ostatnismok. Gdyby nie ten historyczny posi³ek, pamiêæ ludzka nigdy by ich niezarchiwowa³a. Leila zwo³uje minstreli, którzy co wieczór przygrywaj± do wieczerzy. Wstydpowiedzieæ, ale zrywa ich na nogi o trzeciej w nocy. Ka¿e graæ serenadê. Wiêcgraj±, a nostalgiczna melodia g³aszcze sen zmêczonych dworzan i porusza lêd¼wiewytrwa³ych kochanków. Tu i ówdzie rozlegaj± siê szepty mówi±ce o szaleñstwieksiê¿niczki. Szczê¶liwie jest noc, a ¶wit przywo³uje rozs±dek. Leila ¶pi dopo³udnia. Budzi siê z krzykiem. Tego samego popo³udnia ka¿e marsza³kowi zebraæ swoich rycerzy. Herold og³aszaturniej. Czterech wychudzonych m³odzieñców kruszy kopie ku uciesze liczniezgromadzonej gawiedzi. Kiedy, przed walk±, staj± przed trybun± z otwartymiprzy³bicami, wynik turnieju staje siê dla Leili obojêtny. Zwyciêzca, Gotrfyd zBulionu, uzyskuje przywilej wyruszenia do Ziemi ¦wiêtej. Ju¿ w drodze, dok³adnietrzeciego dnia, dostaje takiej obstrukcji, ¿e zawraca i b³aga swoj± pani± oodwleczenie misji. Piêkna Leila lituje siê nad rycerzem. Oszczêdza mu wstydu.Jego los pozostaje nieznany. W koñcu pozostaje spowiednik. Zakapturzony mnich, który wys³uchuje jej miêdzynieszporami a wieczerz±. Podobno przyby³ z Prowansji, która s³ynie tyle¿ z zió³,co kochanków. Tym razem Leila nie skorzysta z klêcznika, jak równie¿ z pokory i¿alu. Wchodzi do konfesjona³u i zdejmuje mu kaptur. Oblicze ³aski bo¿ej jestgodne podziwu, b³yszcz±ce oczy, szlachetne, choæ surowe rysy, parodniowy zarost,krucze w³osy i zmys³owe usta, które pytaj±: - Co chcesz, pani, abym uczyni³? W kaplicy jest pusto, a d³ugie milczenie trwa nieco d³u¿ej ni¿ z³o¶æ izak³opotanie. - Chcê aby¶ odszed³. Wiêcej grzechów nie pamiêtam. - odpowiada Leila lekkounosz±c g³owê. Po jej policzku sp³ywa ³za. Pewnie jest gor±ca, trochê s³ona. Ktowie? - Natychmiast. Klecha wype³ni³ jej ¿yczenie. Kroniki milcz± o jego losie. Tylko ludzie gadaj±,¿e parzy³ siê ze strzygami, a mimo to prze¿y³. Podobno zamieszka³ na bagnach.Zaklêty w drzewo olchy cierpliwie s³ucha niewypowiedzianych spowiedzi, któreprzynosi mu wiatr. Tego wieczora Leila nie zjad³a wieczerzy i nie przywo³ano minstreli. Wypi³awiêcej wina ni¿ to przystoi ksiê¿niczkom. Mo¿e nawet lekko szumia³o jej wg³owie. S³u¿ka, która zwyk³a uk³adaæ j± do snu, stanê³a w drzwiach i nie mog³apost±piæ kroku. Speszona sta³a w progu, a jej p³on±ce oczy szuka³y oparcia wlichtarzu albo gdziekolwiek. Leila z trudem unios³a g³owê i zobaczy³a j± wpe³nym ¶wietle. Gina, bo tak mia³a na imiê s³u¿ka, by³a niezwykle urodziwa. Poraz pierwszy ksiê¿niczka dostrzeg³a, jej czarne, g³êbokie oczy, króciutko ¶ciêtew³osy, ma³y nosek, lekko wystaj±ce ko¶ci policzkowe i usta. Tak, usta nadustami. Nigdy nic nie mówi±ce teraz zdradza³y. Chwiejnym krokiem podesz³a doGiny. Pog³adzi³a j± po twarzy i pytaj±co spojrza³a w oczy, najczarniejsze, jakiewidzia³a. Ich poca³unek by³ bezwstydny i bezwstydna by³a noc. ¯y³y krótko i szczê¶liwie. P.S. Wró¿ka jest zmy¶lon± postaci± literack±. Zap³ata jej nie przys³uguje.

No hay comentarios:

Publicar un comentario